Witam serdecznie !!!

środa, 18 lipca 2018

Lisek z "kolonii kołderkowych" w Koninie

Witam ciepło w deszczowym dniu!

Tradycyjnie 6 lipcowych dni spędziłam w przemiłym towarzystwie na tzw koloniach kołderkowych w Koninie. Już od kilku lat dziewczyny z akcji Kołderki za jeden uśmiech spotykamy się latem, by wspólnie szyć, haftować, uczyć się nowych technik i przyjemnie spędzać czas.
Zaplanowałam sobie wyszycie konika z kolekcji rosyjskiej projektantki Alisy, wzór na cel charytatywny dostałam od znajomej. Katalog z projektami Alisy można podziwiać na jej stronie.
Jednak okazało się, że w trudno w takiej pracowitej grupie liczyć pojedyncze krzyżyki. Po jednym dniu wybrałam inny prosty, bezpłatny wzór dostępny tutaj.
Crafty Quild
 Udało mi się skończyć kwadracik podczas spotkania. Mulina Anchor, kanwa 14 Ct.
 Materiał z liskami przekazała znajoma na cele kołderek, a pomarańczowy został wyciągnięty z torby odjeżdżającej już koleżanki, bo pasował idealnie :)
 Wybrany komplet trafił w ręce Agnieszki i bardzo szybko poduszka została uszyta.
Ciekawe u kogo wywoła uśmiech wesoły lisek.
 Mojego konika tez trochę przybyło - stanął na nogach na pięknej łączce ... Obok schematu pyszna mrożona kawa serwowana przez koleżankę, która przeprowadzała m.in warsztaty dekorowania pierniczków. Takie cuda to tylko u nas :) Sama nie brałam udziału, ale Bożena obdarowała mnie swoimi piernikami. Dziękuję bardzo <3 
Nie wiem, kiedy wrócę do tego haftu, na razie inne prace w kolejce stoją. Pewnie na kolejnym spotkaniu w Świętochłowicach.
 Na grupowym zdjęciu w ostatnim dniu "kolonii" brakuje co najmniej połowy uczestniczek.  W sumie w w Koninie powstało 9 kołderek, 5 poduszek ( a może więcej) oraz kilka haftowanych kwadratów. Mam nadzieję, że za rok znowu się spotkamy w naszym ulubionym internacie. Najserdeczniejsze podziękowania za organizację konińskich spotkań.

Tymczasem na Górnym Śląsku pada lub leje, nie wiem, jak czarna porzeczka i brzoskwinie przeżyją taką pogodę.
 Storczyki nadal pięknie kwitną, ale tylko dwa, trzeci właśnie stracił kwiaty. Inne odpoczywają :)
Wiem, że deszcz potrzebny, ale ja czekam na słonko.
Pozdrawiam serdecznie!

środa, 11 lipca 2018

Magnesy na igły do haftowania i szycia

Witam serdecznie!

Mąż bardzo nie lubi, gdy szukam igieł przy haftowaniu, dlatego zrobiłam sobie i przy okazji koleżankom kilka magnesów.
 Większa kamea towarzyszy mi już przy szyciu i haftowaniu.
 Wykorzystałam co było pod ręką, spełniają swoje zadanie i przy okazji powstaną kolejne :)
 Dziś moja piękna gloksynia kwitnąca obficie od dnia matki.
Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 9 lipca 2018

Na ludową nutę - kolejne szybkie drobiazgi

Witam słonecznie!

Oprócz sobotniego pierścionka pokleiłam kaboszony z motywami folklorystycznymi do gotowych baz.
 Jedna baza broszki mi się jeszcze w zapasach znalazła.

Wszystkie bransoletki i kolczyki są ze stali szlachetnej. Bazy sztyftów z rantem na kaboszon 12 mm znalazłam w Kadoro. Nie pamiętam, gdzie kupiłam bazy bransoletek. w tej chwili nie znalazłam ich w popularnych sklepach - Kadoro, Royal Stone, Pasart itp.
Bazy pierścionków, wsuwek do włosów i wisiorków wykonane są ze stopów metali.

Przepraszam za zdjęcia, ale robione na szybko, żeby pokazać "potrzebującemu" co ma do wyboru.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich Obserwatorów i Gości, którzy odwiedzają moją stronę :) 


Weekend pod znakiem relaksu

Witam serdecznie!

Wczoraj wróciliśmy do domu po małym ogródkowym maratonie, Kacper z gorączką, ja "jakaś niewyraźna". Mimo, że miałam co robić w domu usiadłam z kawą na balkonie i przypomniałam sobie koralikowy ścieg najprostszy,  czyli peyote parzysty :)
Czarno-biała kamea to mój magnes na igły do haftu lub szycia.
 Taki pierścionek sobie uszyłam z koralików TOHO round 15 Inside-Color Aqua - Opaque Yellow Lined.
 Rodzina, a przede wszystkim Bartek bawił się wczoraj  na zorganizowanym w naszej dzielnicy Święcie Kolorów. Indyjski Holi Festiwal rozbawił rudzką młodzież. Zdjęcia można zobaczyć w kilku artykułach, m.in tu i tu. Oczywiście bardzo bogate albumy są na FB m.in w grupie "Nowiny z Bykowiny".
Natomiast w niedzielę odbył się u nas Aeropiknik z bogatym programem i możliwością lotu balonami na uwięzi.
W wysokim bloku po prawej stronie mieszkają moje dzieci, mogli podziwiać startujące balony z okna :) 
Wiatr przeszkadzał i długo nie można było "postawić" balonów. Wieczorem jednak odbyły zaplanowane loty balonem.
 To już zdjęcie mojej córki "pożyczone z FB,ostatni lot - koniec pikniku :(
 Kacper obok szybowca, również zdjęcie mojej córki umieszczone na FB.
Dron został wykorzystany do zrobienia zdjęć z imprezy :) M.in. tutaj jest pierwsza relacja. Również na FB można znaleźć zdjęcia z pikniku.
Modeli było więcej, atrakcji również dużo. Najpiękniejsze to to, że obie imprezy, sobotnia i niedzielna odbyły się w naszej dzielnicy blisko naszych domów :)
 Życzę Wam przyjemnego, słonecznego tygodnia!

czwartek, 5 lipca 2018

Orzechówka - pierwszy etap

Witam słonecznie z mojego ogródka!

Czerwona porzeczka już przerobiona na sok, czarna jeszcze sobie powisi na krzaczkach. Jeszcze późniejszy agrest powinnam zerwać, ale dziś postanowiłam pierwszy raz zrobić nalewkę z zielonych orzechów. Przeczytałam z setkę różnych przepisów, nie miałam pojęcia,który wybrać, więc tradycyjnie postanowiłam eksperymentować. Dlatego ten post, żeby sobie zanotować co i jak robiłam.
 Orzechy mam na drzewie, w tym roku drzewa nie zmarzło w maju i na brak owoców nie można narzekać :)
 Kupiłam rano słoik i alkohol, 0,5 litra spirytusu i 1 litr czystej wódki.
Do obróbki orzechów przygotowałam przede wszystkim rękawice jednorazowe, deskę z folią i porządny nóż. Mimo, że dopiero 5 lipiec, okazało się, ze orzechy już są twarde i z trudem się je kroiło. Nie wiem co mi z tego wyjdzie. Skroiłam 60 sztuk bez ważenia, nie mam dużych orzechów.Wyszło 3/4 słoja 4,25 litrowego. 1,5 litra alkoholu akurat przykryło pokrojone orzechy.

Ps.: Nie wystarczają cienkie rękawiczki, ja mam palce brązowe. Pranie nie pomogło, pojadę do Konina z brązowymi palcami :( :( :( 
. Pierwszy etap gotowy. Za ok. 2 tygodnie, inni twierdzą, że dopiero po 2 miesiącach odleję płyn. Dodam syrop z cukru i wody i znowu odstawię na ok miesiąc. Potem odlany syrop wymieszam z alkoholem. Połowę zostawię na lekarstwo, a resztę może doprawię różnymi przyprawami i dosłodzę w razie potrzeby np miodem. Zobaczymy co mi w ogóle wyjdzie z tego "nastawu" :) 
 Słoik odstawię w ciemne miejsce, a obok dużego słoja jeden z mniejszych kwiatów białej hortensji. Muszę dodatkowo obwiązać krzaczek, bo kolosalne kwiaty kładą się na ziemię.
Kawa wypita, post napisany, więc wracam do agrestowych krzaczków. Owoce same do słoika nie wskoczą, więc nie ma zlituj się - trzeba zerwać.
Ps.: Z agrestu zrobiłam trochę dżemu - tylko 5 słoików 340 ml :)
Niech Wam piękna pogoda dopisuje!