Witam serdecznie !!!

czwartek, 5 lipca 2018

Orzechówka - pierwszy etap

Witam słonecznie z mojego ogródka!

Czerwona porzeczka już przerobiona na sok, czarna jeszcze sobie powisi na krzaczkach. Jeszcze późniejszy agrest powinnam zerwać, ale dziś postanowiłam pierwszy raz zrobić nalewkę z zielonych orzechów. Przeczytałam z setkę różnych przepisów, nie miałam pojęcia,który wybrać, więc tradycyjnie postanowiłam eksperymentować. Dlatego ten post, żeby sobie zanotować co i jak robiłam.
 Orzechy mam na drzewie, w tym roku drzewa nie zmarzło w maju i na brak owoców nie można narzekać :)
 Kupiłam rano słoik i alkohol, 0,5 litra spirytusu i 1 litr czystej wódki.
Do obróbki orzechów przygotowałam przede wszystkim rękawice jednorazowe, deskę z folią i porządny nóż. Mimo, że dopiero 5 lipiec, okazało się, ze orzechy już są twarde i z trudem się je kroiło. Nie wiem co mi z tego wyjdzie. Skroiłam 60 sztuk bez ważenia, nie mam dużych orzechów.Wyszło 3/4 słoja 4,25 litrowego. 1,5 litra alkoholu akurat przykryło pokrojone orzechy.

Ps.: Nie wystarczają cienkie rękawiczki, ja mam palce brązowe. Pranie nie pomogło, pojadę do Konina z brązowymi palcami :( :( :( 
. Pierwszy etap gotowy. Za ok. 2 tygodnie, inni twierdzą, że dopiero po 2 miesiącach odleję płyn. Dodam syrop z cukru i wody i znowu odstawię na ok miesiąc. Potem odlany syrop wymieszam z alkoholem. Połowę zostawię na lekarstwo, a resztę może doprawię różnymi przyprawami i dosłodzę w razie potrzeby np miodem. Zobaczymy co mi w ogóle wyjdzie z tego "nastawu" :) 
 Słoik odstawię w ciemne miejsce, a obok dużego słoja jeden z mniejszych kwiatów białej hortensji. Muszę dodatkowo obwiązać krzaczek, bo kolosalne kwiaty kładą się na ziemię.
Kawa wypita, post napisany, więc wracam do agrestowych krzaczków. Owoce same do słoika nie wskoczą, więc nie ma zlituj się - trzeba zerwać.
Ps.: Z agrestu zrobiłam trochę dżemu - tylko 5 słoików 340 ml :)
Niech Wam piękna pogoda dopisuje!

niedziela, 1 lipca 2018

Wiosna w Paryżu - SAL "Paryżanki" V. Enginger - koniec

Witam ciepło!
Za oknem zimno,mokro i ponuro, a przecież dziś 1 lipiec.  Radość jedynie mi sprawia fakt, że wreszcie wczoraj skończyłam moją "paryską wiosnę".
W poprzednim poście nie przewidziałam, że kwitnąca gałąź da mi tak popalić, no i trawki, kwiatki, drzewka, lecące płatki i troszkę konturów sprawiło, że z trudem wczoraj wieczorem skończyłam...
 Potem wiadomo, pranie....
Suszenie na ręczniku, ale tylko chwilę....prasuję na mokro :)
 Okazało się, że jednak nie skończyłam wczoraj, pies mi samopas po Paryżu biega :) . Nie do pomyślenia, jestem wrogiem wyprowadzania psa bez smyczy. Dłuuuuuuugo to trwało, od sierpnia 1017, ale haft cały czas leżakował.
 Chcąc nie chcąc musiałam wyciągnąć schowane nici i wyhaftować pieskowi smycz. Czyli skończyłam w lipcu, a nie w czerwcu :(
 SAL "Paryżanki" był na FB, grupa nadal istnieje, ale nic się tam nie dzieje. Dziewczyny szybko się uwinęły z haftami, tylko ja mam takie spóźnienie - zostało "Lato w Paryżu" do wyhaftowania.
 Dopiero, gdy będzie komplet dam do oprawy. Jeszcze sobie poleżą, teraz w trójkę :)
Pory roku haftuję na lnie obrazkowym z firmy Permin of Copenhagen, 30 Ct w kolorze kości słoniowej, muliną DMC wg klucza projektantki V. Enginger. Tylko mulinę DMC 818 zamieniłam na mulinę Anchor 1012.
Nie mam pojęcia, kiedy ostatni z serii w ogóle rozpocznę, teraz ogród czeka i pakowanie na "kolonie kołderkowe", które odbędą się w Koninie w dniach 11 - 15.07.
 Owoce trzeba zerwać, o chwastach nie wspomnę - pewnie wszystko zarośnięte po mojej dłuższej nieobecności i ostatnich deszczach.
W jedyny ostatnio ciepły dzień, piątek 29.06 w ogródku zaroiło się od owadów najróżniejszych.

Takich pięknych, gorących dni życzę Wam i sobie :) 

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Wiosna w Paryżu - część 4 - SAL "Paryżanki" V. Enginger

Witam serdecznie!
Koniec wiosny przypomniał mi o paryskiej wiośnie, którą znowu na dwa miesiące odłożyłam.
Postanowiłam powalczyć z tym UFO i udało mi się wyhaftować wiosenną Paryżankę, ale brakuje jej jeszcze konturów.
Poprzedni post z paryską wiosną napisałam dwa miesiące temu, miałam rozpoczętą sukienkę i pojedyncze xxxx z kwitnącej gałęzi.
 Kilka dni temu udało mi się ukończyć piękną sukienkę, bardzo mi się podoba i kiedyś, gdy byłam młodsza o jakieś 25 kg miałam podobne:)
 Jak już udało mi się wyhaftować sukienkę, to dość szybko ubrałam w nią paryżankę, brakuje konturów. Postanowiłam jednak pochwalić, ponieważ znowu muszę odłożyć haft z powodów różnych. Jak zdrowie pozwoli, to w ogródku czekają na mnie czerwone porzeczki i agrest, mam nadzieję, że nie opadły z krzaków w międzyczasie.
 Brakuje jeszcze mnóstwa kwiatów i zieleni, więc na 5, ostatni etap przyjdzie nam poczekać....
Dla przypomnienia tylko dodam, że haftuję na lnie obrazkowym firmy Permin ct30 muliną DMC wg klucza projektantki. Zmieniłam tylko najjaśniejszy kolor cielisty z DMC 818 na Anchor 1012.
 Pozdrawiam ciepło i życzę słonecznego, pierwszego wakacyjnego tygodnia!

sobota, 16 czerwca 2018

"Apple tree flowers" z kolekcji DMC

Witam serdecznie!

Kiedyś pasmanterie sprzedające produkty z DMC dostały kolekcję mini obrazków w zestawach z bambusową ramką dla osób, które kupowały muliny, kanwy itp z firmy DMC. Ja nie miałam szczęścia i moje zestawy kupowałam, mimo dużych zakupów zarówno mulin, jak i najróżniejszych kanw DMC. Powinnam zgłaszać do firmy DMC takie nieuczciwe sklepy.......
Ostatnio postanowiłam jeden z motywów wykorzystać na kartkę urodzinową i od razu wyhaftować drugi już do ramki.
Na początek wybrałam "Kwitnącą gałązkę jabłoni" myśląc, że taki prosty wzorek uda mi się szybko wyhaftować i bardzo się pomyliłam... Nie policzyłam godzin, ale trwało to kilka wieczorów. W rezultacie powstał tylko jeden obrazek przeznaczony do bambusowej ramki.
 Wzory z kolekcji pasują do kartek z okienkiem, muliny starczy na kolejny obrazek. Tylko chęci potrzeba....
 Tak wygląda moje pierwsze maleństwo w bambusowej ramce, którą chyba pomaluję lakierem matowym ( bo taki mam:) , żeby ją zabezpieczyć. Haft oczywiście nie będzie uduszony żadną szybką, jak z resztą wszystkie moje hafty :)
Kolejne zestawy czekają w szufladzie, ale przy tej mojej niechęci ostatnio do haftów, to może  chociaż takie maleństwa uda mi się wyszyć.
 Moje lilie szybko rozkwitły, ale teraz chłodniej, więc może będą nas zachwycać jeszcze jakiś czas :)

Przyjemnej niedzieli Wam życzę!!!



piątek, 15 czerwca 2018

"Groźny" lew

Witam gorąco, bo za oknem chłodniej :)

Między moimi kwiatkami chowa się groźny kot - filcowy lew uszyty z gotowego zestawu.
 Kilka takich zestawów odkupiłam od koleżanki i ......... zostały w szufladzie nieruszone, jak wiele moich zakupów. Porządki zaczęłam robić i w ten sposób mam gotową jedną przywieszkę.
 Sama głowa już stanowi fajny dodatek i na pewno powstaną kolejne takie przywieszki - breloczki do kluczy, kosmetyczki lub torby.
 Kiedy powstaną kolejne mini-maskotki nie wiem, ale już opakowania są z brzegu szuflady, a nie upchane z tyłu. Czyli jest szansa, że ujrzą światło dzienne i pobuszują sobie na moim balkonie.

Nie tylko na balkonie i w ogródku wszystko ładnie kwitnie, ale również w mieszkaniu mam kwiaty.
Dziś storczyki :)

 Życzę Wam miłego i słonecznego weekendu!!!